Jordan
Już tyle lat w obcym mieście, ciężar życia przytłacza mnie.
Upał nie do zniesienia męczy dzień w dzień, nie sposób znaleźć cień.
Chcę ugasić pragnienie wodą płynących w tym mieście rzek, ale nie da się,
Bo każda z nich to tylko ściek i dziwna rzecz: rzeki, które płyną wstecz.
Dziwny obraz mam w głowie, znienacka pojawia się on.
Fontanna, wodospan i tęcza, a pod tęczą złoty tron.
Nie byłem nigdy w tym miejscu, lecz wiem, że właśnie jego szukać mam.
Strumienie wody żywej mają swój początek tam.
Płyń, rzeko Jordan, płyń!
Wciąż w obcym mieście upał nie do zniesienia, dzień w dzień nic się nie zmienia,
A dziwny obraz jak się pojawiał, tak się pojawia z zaskoczenia.
Lecz choćby nie dał mi żyć, ja chcę, ja pragnę każdego jego pojawienia się.
Bo on pokazuje mi miejsce mojego szczęścia, mojego przeznaczenia.
Dziwny obraz mam w głowie, znienacka pojawia się on.
Fontanna, wodospan i tęcza, a pod tęczą złoty tron.
Nie byłem nigdy w tym miejscu, lecz wiem, że właśnie jego szukać mam.
Strumienie wody żywej mają swój początek tam.
Płyń, rzeko Jordan, płyń!
